Powrót do Nepalu
Anna Orska od kilkunastu lat szuka tradycyjnych rzemiosł w różnych zakątkach świata. Wyrusza w nieznane znajdując warsztaty, których nie ma na mapie, by przez kilka tygodni zanurzyć się w świecie lokalnych mistrzów. Pomiędzy wyobraźnią projektantki a wiedzą człowieka, który przez lata poznawał materiał i technikę, rodzą się jubilerskie projekty. W trakcie tej wymiany powstaje coś trzeciego; coś, czego żadne z nich nie stworzyłoby osobno. Każda taka podróż kończy się kolekcją, a powstały przedmiot staje się łącznikiem pomiędzy ich światami. - Lubię usiąść w warsztacie i po prostu doświadczać: dotknąć materiału, wziąć do ręki narzędzia, sprawdzić możliwości techniki, surowca, ale także swoje własne. Chcę zrozumieć język danego rzemiosła, lecz nie po to, by go kopiować. Szukam sposobu, aby opowiedzieć nim coś własnego – opowiada projektantka, która do tej pory lakierowała w Wietnamie, rzeźbiła w Indonezji, szlifowała jadeit w Gwatemali, tkała w Peru, poznawała alebrijes w Meksyku, tworzyła minakari w Radżastanie i pracowała z metalem w Marrakeszu. Najnowsza jej kolekcja powstała w Nepalu.
Powrót do Nepalu
Marzenie o tworzeniu ponad granicami - geograficznymi, twórczymi i tymi pomiędzy ludźmi - zaczęło nabierać realnych kształtów w 2016 roku w Dolinie Katmandu. Po latach Anna Orska wróciła do źródła tej historii - nie po to, by odtworzyć pierwszą podróż, lecz by sprawdzić, co potrafi zobaczyć w tym samym miejscu dzisiaj. Góry pozostały te same, ale zmienił się punkt, z którego na nie patrzyła.
W pracowni Ramesza
Kilkanaście lat temu to właśnie pośród himalajskich szczytów wynajęła warsztat, który w wyniku tragicznego trzęsienia ziemi przestał istnieć. By nie wracać do Polski z pustymi rękami musiała zacząć organizować go od nowa. Pomógł Ramesz, mistrz repusowania, który chodząc od warsztatu do warsztatu załatwiał niezbędne narzędzia i ludzi z potrzebnymi umiejętnościami. W tych niezwykle trudnych warunkach razem stworzyli limitowaną kolekcję repusowanej biżuterii. Po latach serdecznego kontaktu projektantka wróciła właśnie do niego, choć tym razem biżuteria powstawała nie tylko w pracowni Ramesza.
Między niebem a ziemią
Repusuje cała wioska. Newarowie od stuleci doskonalą tę sztukę. Tysiące uderzeń niewielkich młotków wypełnia nepalskie warsztaty równym, niemal medytacyjnym rytmem. Każde przesuwa wybite w metalu zdobienie o ułamek milimetra. Powoli, godzina po godzinie, z płaskiej powierzchni wyłania się ornament. W kolejnym kroku wypukły relief jest cyzelowany od frontu - rzemieślnik pogłębia linie, wydobywa detale i nadaje ornamentowi ostateczny charakter. Ręczna praca sprawia, że każde zdobienie zachowuje indywidualny ślad twórcy. Różnice w sile uderzenia, kącie ustawienia narzędzia i geście dłoni sprawiają, że każdy wzór jest niepowtarzalny.
Zdobycie podstawowej biegłości w repusowaniu zajmuje lokalnym twórcom około dekady. Prawdziwe mistrzostwo doskonali się jednak przez całe życie. Choć świat wokół się zmienił, w nepalskich warsztatach nadal pracuje się niemal tak samo jak przed wiekami. O wartości tej pracy decydują czas, precyzja i niepowtarzalny gest ludzkiej dłoni. Kiedyś ręczna praca była koniecznością. Dzisiaj te drobne różnice są luksusem – dowodem autentyczności, że przedmiot nie wyszedł z anonimowej maszyny.
Język ornamentu
W kolekcji Nepal historie ukryte są w powierzchni metalu. Repusowane pnącza oplatają kolie, bransolety i kolczyki, opowiadając o wzroście, ciągłości życia i nieustannym odradzaniu. Towarzyszą im liście lotosu - symbole czystości, przemiany i drogi ku światłu. Ta symbolika zaczerpnięta jest z indyjskiego i himalajskiego buddyzmu. Każdy ornament wyrasta z języka rozwijanego przez kolejne pokolenia nepalskich rzemieślników. Twórca nie zaczyna od pustej kartki: sięga po odziedziczone motywy, zachowuje ich znaczenie, a jednocześnie pozostawia w nich ślad własnej ręki. Dzięki temu tradycja nie zostaje zatrzymana w czasie, lecz nieustannie nabiera nowych form.
- Fascynuje mnie sposób, w jaki natura zamienia się w ornament. Człowiek najpierw obserwuje liść albo kwiat. Potem upraszcza go do kilku linii. Rzemieślnik przenosi te linie na metal. Kolejne pokolenie robi to trochę inaczej i po setkach lat trudno już powiedzieć, gdzie kończy się natura, a zaczyna ornament. A potem przychodzę ja, biorę ten znak i znowu przesuwam go odrobinę dalej. To chyba właśnie jest dla mnie ciągłość rzemiosła. Nie polega na tym, żeby bez końca powtarzać przeszłość, lecz by ją zrozumieć i dodać do niej swój własny fragment. – zauważa Orska.
Himalajskie szczyty zamknięte w kamieniu
Kryształ himalajski, czyli przezroczysty kwarc pochodzący z rejonu Himalajów, pojawił się w kolekcji Nepal jako fragment górskiego krajobrazu. Jego ostre fasety przypominają skaliste szczyty, a naturalne inkluzje wyglądają jak chmury zatrzymane wewnątrz kamienia. „Codziennie patrzyłam na Himalaje z warsztatu i chciałam, żeby część tego widoku wróciła ze mną do Polski” – uzasadnia wybór właśnie tego kamienia Anna Orska. Kryształy trafiły do niej bezpośrednio od ludzi, którzy znaleźli je w górach. Każdy zachował własne pęknięcia, odcienie, inkluzje i wrostki rutylu, kształtowane w ziemi przez miliony lat. Projektantka nie chciała ich poprawiać ani dopasowywać do jednego wzoru - to projekt musiał podporządkować się kamieniowi, dlatego każdy z około 60 unikatowych naszyjników otrzymał ręcznie wykonaną oprawę, stworzoną dla konkretnego kryształu, jego proporcji i cięć.
Epilog jubilerskiej pracowni
Kolejny rozdział tej historii dopisaliśmy w naszej pracowni jubilerskiej, w której wszystkie podróżnicze doświadczenia Anny nabierają kształtu i końcowej formy. To tu komponenty z Nepalu zamieniają się w kolczyki, naszyjniki, bransoletki i pierścionki. Ale to nie wszystko. By dopełnić symbolikę biżuterii do bogatego ornamentu dodaliśmy naturalny labradoryt, który łączy ciężar ziemi z kolorem nieba. To kamień zmiany perspektywy. Z pozoru ciemny i surowy, w ruchu odsłania błękitne, zielone i złote refleksy. Światło pojawia się dopiero pod odpowiednim kątem, przypominając, że znane miejsce - podobnie jak Nepal odwiedzony po latach - może ujawnić zupełnie nową historię.














