Kolekcja Nepal - dziennik z podróży

Obce kultury mają w sobie coś niesamowicie pociągającego. Doświadczanie ich obejmuje szerokie spektrum przeżyć – kolory, kształty, smaki, zapachy i przede wszystkim kontakt z ludźmi. Aby naprawdę poznać obcą kulturę trzeba w nią wsiąknąć. Doświadczenia i inspiracje z podróży często znajdują swoje odzwierciedlenie w projektach marki ORSKA. Kolekcja Zen miała swe korzenie na hiszpańskich plażach, kolekcja Eternal w Maroku, a Extreme Sport nad Bałtykiem. Podróż do Nepalu była na tyle ekstremalna, że musiała zaowocować szczególnymi projektami.


Ania Orska odbyła nieco niebezpieczną, lecz szalenie ekscytującą 30-stogodzinną podróż samolotami, tuk tukami, autobusami i pieszo aby dotrzeć do małej wioski Pharping niedaleko Kathmandu, gdzie zamieszkała w buddyjskim klasztorze i otworzyła tymczasowy warsztat jubilerski.


Przez prawie miesiąc, zmagając się z licznymi przeszkodami, tworzyła wraz z lokalnymi mistrzami nową, orientalną kolekcję. Pracom nad nią towarzyszyła masa wrażeń, którymi dzieli się, w krótkim dzienniku z podróży

„Wiedziałam, że jak się tutaj pojawię, poza sprawami zawodowymi, docenię jeszcze bardziej moją zwyczajność” – opisuje swoje doświadczenia Ania Orska – „Codzienność Nepalu wygląda zupełnie inaczej niż ta mi znana. Przez pierwsze dni spałam w klasztorze, który szkoli mnichów. Bez dostępu do wody. To jest wyjątkowa okazja żeby zrozumieć ile radości może sprawić lodowaty strumień wody z kranu. Dzień kończy się kiedy znika słońce za horyzontem. Potem jest tak ciemno, że tylko świeca i lampa naftowa niosą jakiś ratunek. Prawda jest taka, że woda, energia i gaz dla Nepalczyków są luksusem. Obcuję z rzeczywistością z dala od turystyki, z której żyje Nepal. To otwiera oczy na sytuacje, o których większość odwiedzających ten piękny kraj nie ma pojęcia. Pracownia jest wynajęta obok wolontariatu opiekującego się dziećmi z rodzin rozbitych po trzęsieniu ziemi. Ja również je wspieram. Te doświadczone przez życie dzieciaki są cudowne, chodzą za mną wszędzie i przyglądają się mojej pracy.

Pharping, w którym znajduje się mój warsztat, to małe miasteczko leżące niedaleko Kathmandu. Niedaleko, bo ok. 28-30 km, ale stan dróg nie pozwala sprawnie przebyć żadnej odległości. Wypożyczyłam rower myśląc, że dam radę. Okazało się, ze wjazdy pod górę powodują prawdziwy ból, a zjazdy w dół to po prostu sport ekstremalny. Nie poddaję się jednak. Zaciskam zęby, próbuję się przyzwyczaić i jeżdżę dalej. W końcu w Himalajach jest aż osiem najwyższych szczytów na świecie. Różnice terenu nie powinny mnie dziwić.

Mój tymczasowy warsztat czeka na mnie już od jakiegoś czasu. Zanim jednak ruszymy w pełni z pracą muszę go zaopatrzyć. Pierwsze zakupy w Kathmandu zrobiłam w jedynym sklepie dla profesjonalistów. Wszystko jest inne, wiele rozwiązań jest dla mnie nowych i muszę je przetestować. Szkoda, że mój zespół nie może tego wszystkiego zobaczyć. Byliby zafascynowani. Po zaopatrzeniu się w narzędzia odwiedziłam również miejsce, w którym mogę kupić kamienie naturalne. Wszystkie pochodzą z tej okolicy, tutaj były zbierane i wykopywane. Sklepik jest nie z tej ziemi, zupełnie ukryty przed ludźmi, schowany w piwnicy. Wygląda jak lokalizacja dla wtajemniczonych. Po prostu niewiarygodny! Są tu tylko surowe kamienie jubilerskie z Nepalu. Już się w nie zaopatrzyłam. Teraz muszę jeszcze znaleźć szlifiernie, która zadba o to by nadały się do wykorzystania w moich projektach.

Koncepcja na orientalną kolekcję zrodziła się jeszcze w Polsce. Na mapie pojawił się Nepal jako kraj słynący z ogromnej ilości rękodzieła. Pomyślałam, ze skorzystam z dostępnych tutaj zasobów oraz umiejętności nepalskich rzemieślników. Nie wiedziałam jednak co chciałabym wspólnie z nimi stworzyć. Naturalnie szybko znalazłam inspirację i to nie jedną

Wynajęłam tutaj mistrza jubilerstwa. Żeby zrobić jedną rzecz musi wędrować po całej wsi i organizować mnóstwo rzeczy. Jeden ma wiertarkę, ktoś inny robi odlewy. Chodzę za nim i nie wierzę. Wszystko trzeba załatwiać, ustalać, organizować. Jednocześnie trzeba pomagać bliższej i  dalszej rodzinie. Rzemieślnicy z którymi mam kontakt są bardzo pracowici i doświadczeni.  W pracy projektowo-warsztatowej musiałam zmienić swoje podejście do wszystkiego. Przede wszystkim bogactwa zdobień i ornamentów w lokalnym wzornictwie, a także poczucia czasu i ograniczonych środków jeśli chodzi o narzędzia. Z tego chociażby powodu uważam, że tutejsi mistrzowie są wyjątkowi. Nawet największy problem udaje się załatwić uśmiechem. Nepalczycy są dla mnie bardzo przyjaźni, co przy drobnych niepowodzeniach dodaje otuchy i nie pozwala się poddawać.

Ostatni tydzień spędziłam w kolejnym, już czwartym, zakładzie wykuwającym ornamenty. Uczyłam się od mistrza. Wytłumaczono mi, że tutaj zawód przechodzi z pokolenia na pokolenie. Można się go uczyć już od 11. roku życia. To by znaczyło, że jestem w tym temacie stracona. Podjęłam jednak wyzwanie i przez kolejne dni siedziałam po turecku w warsztacie, pełna nadziei, że może jednak stracona nie jestem.

Mistrzowie jubilerscy w Nepalu mają fach w rękach. Korzystając z nieznanych nam technik potrafią tworzyć piękne i absolutnie unikatowe wzory, których nie mogłabym zrobić bez ich pomocy. Jestem im ogromnie za to wdzięczna. Z drugiej strony, jak miałam okazję przekonać się na własnej skórze, Nepal należy do trudnych regionów, bardzo dotkniętych po trzęsieniu ziemi. Dlatego bardzo cieszę się, że dając im pracę mogę trochę pomóc.

Choć pobyt w Nepalu trwał cały miesiąc czas minął błyskawicznie. Muszę jednak przyznać, że pod koniec mojego pobytu, zmęczenie było już bardzo odczuwalne. Najbardziej chyba pracą przy ziemi, po turecku, na kolanach i we wszelakich innych pozycjach jogowych, do których nie jestem przyzwyczajona.


W ciągu tego miesiąca stworzyliśmy wspólnie wyłącznie unikatowe modele biżuterii. Każdy egzemplarz był ręcznie rzeźbiony charakterystyczną dla Napalu metodą zdobienia, która polega na repusowaniu powierzchni blachy różnymi profilami dłut. 


W kolekcji został wykorzystany szmaragd pochodzący z pogranicza Nepalu i Indii. Ma on tam szczególne znaczenie, przynosi szczęście i chroni przed złem. Mam nadzieję, że te egzotyczne talizmany i magiczne kamienie przyniosą szczęście swoim nowym właścicielom. Kolekcja Nepal ma niesamowite korzenie, została stworzona w ogromnej większości ze srebra. Jest absolutnie nie do powtórzenia."

Anna Orska

 

Strona orska.pl używa cookies i podobnych technologii (brak zmiany ustawienia przeglądarki internetowej oznaczać będzie Państwa zgodę)

Pre-loader